Deszczowy początek listopada

Witajcie po dłuższej przerwie. Za oknem leje deszcz, jest ciemno, szaro, ponuro i buro. Najchętniej zaszyłabym się pod ciepłym kocem z gorącą herbatą lub czekoladą i nie ruszyła się z kanapy do wiosny… ;) Ech, marzenie ściętej głowy. Narzekać jednak nie będę ponieważ każda pogodowa aura ma swój urok – nawet taki potężny jesienny deszcz, któremu towarzyszy jedynie kilka stopni na plusie.

Pyszna, gorąca czekolada (zdjęcie z sieci)

Moja przygoda z nauką, a raczej z codziennym chodzeniem do szkoły nadal trwa. Oswoiłam się już jakoś z nową rzeczywistością, wpadłam w rytm wczesnego wstawania i uczestniczenia w zajęciach przez siedem godzin dziennie. Nie powiem abym nauczyła się czegoś nowego jeżeli chodzi o język francuski sam w sobie. Niestety ta formacja nie jest nastawiona na żmudne ćwiczenia gramatyczne czy zgłębianie tajników pisowni. Trochę się pomyliłam licząc na ciężką harówkę i mnóstwo pracy domowej… Nasza pani nauczycielka większość czasu spędza poza salą lekcyjną, a więc wychodząc rzuca nam kilka zdań i mówi, że wróci niedługo. Po czym mijają dwie godziny, a ja dostaję już zawrotów głowy od ślęczenia z nudów nad słownikiem francusko-polskim.

Muszę jednak przyznać, że są też i plusy tego całego „zamieszania”, gdyż głównym celem formacji jest umożliwienie nam odbycia stażu zawodowego. Zabrałam się więc z zapałem do szukania miejsc w Chalon i okolicy, do których mogłabym wysłać swoją aplikację z prośbą o możliwość odbycia kilkutygodniowych praktyk. W związku z tym, że jestem absolwentką kulturoznawstwa swoje poszukiwania zaczęłam od miejsc związanych z promowaniem kultury i sztuki. Na 10 wysłanych CV (niestety Chalon, to nie Paryż więc nie miałam zbyt wielkiego pola do działania) dostałam 3 odpowiedzi: dwie na nie, a jedną na tak. Bardzo ucieszył mnie fakt, iż pozytywnie moją aplikacje rozpatrzyło Musée Nicéphore-Niépce.

Jest to muzeum poświęcone między innymi wynalazcy fotografii, który urodził się w Chalon sur Saone. Poza tym, placówka organizuje wystawy i wernisaże fotografii z całego świata więc myślę, że zapowiada się całkiem interesująco:)  Przeraża mnie jedynie fakt, iż nie poradzę sobie z mówieniem i ci ludzie będą delikatnie mówiąc rozczarowani moim poziomem językowym. Mam jednak jeszcze prawie miesiąc na intensywne przyswajanie wiedzy, a więc do 26 listopada, kiedy to zaczynam, mam nadzieję wysławiać się znacznie lepiej. Wiem, że czasu nie mam dużo, ale zawsze jest to kilka tygodni więcej na zgłębienie francuskiego słownictwa.

Powyższa placówka mogła mi zaproponować wypełnienie jedynie 2/3 czasu, który muszę spędzić na stażu. W związku z tym, moja przedsiębiorcza nauczycielka zaczęła działać i znalazła mi tygodniowy staż w szkole językowej. Tak więc od poniedziałku będę pomagać ludziom, którzy chcą się uczyć angielskiego. Myślę, że jest to całkiem fajna propozycja, gdyż język Szekspira jest mi znacznie bliższy od francuskiego na dzień dzisiejszy.

Cieszę się, że coś się w końcu dzieje w moim życiu, powiedzmy, zawodowym. Staż, to nie praca, ale jednak wzbogaci mój życiorys i może da mi szansę na znalezienie stałego zatrudnienia za jakiś czas. Za swój mały sukces uważam również fakt, iż udało mi się dostać do miejsca, które jest ściśle związane z moim kierunkiem studiów i moimi zainteresowaniami. Jeszcze tylko podszkolę się we francuskim i może jakoś moje życie na obczyźnie zacznie się normować. Trzymajcie kciuki :*

Reklamy

8 myśli nt. „Deszczowy początek listopada

  1. Dasz rade,jestem pewna :) Każdego dnia odnotuj sobie pięć, choćby najmniejszych sukcesów. Lub po prostu pięć miłych chwil. Zrób sobie takie ćwiczenie przez np miesiąc, a zobaczysz jak bardzo posuwasz się do przodu.
    Ja robiłam tak czasem w trudnych okresach i czasem wierzyć mi się nie chciało, ale to naprawdę pomagało na dłuższą metę….
    Pozdrawiam Nika

    Polubienie

  2. Myślę, że głównym problemem jest sam proces zmiany, czy to miasta, czy to kraju zamieszkania. Mam za sobą przeprowadzką do Warszawy (prawie 10 lat temu), kilka miesięcy spędzonych w Nowym Jorku, od prawie roku mieszkam we Francji, a więc już się chyba delikatnie „uodporniłam” na przeprowadzki i zmiany, choć za każdym razem nie jest łatwo.
    Jeżeli chodzi o emigrację do obcego kraju, to moim zdaniem największym problemem jest język. Bez znajomości języka obcego trudno sobie poradzić w życiu codziennym, w sklepie, w banku, u lekarza, na ulicy, gdy ktoś nas pyta o drogę, nie mówiąc już o znalezieniu pracy. Tak więc bez języka jest bardzo ciężko a jego nauczenie się powinno być podstawą gdy mieszka się w obcym państwie – dla siebie samej, dla wygody, dla poczucia samodzielności. To dodaje skrzydeł :) Pozdrawiam serdecznie

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s