Na zachód od Pontarlier, czyli zwiedzania pięknego regionu Franche Comte ciąg dalszy

     W niedzielne poranki zazwyczaj trudno nam z mężem wysiedzieć w domu. Korzystając z tego, że początek września przywitał nas piękną, letnią, a momentami wręcz upalną pogodą, postanowiliśmy szybko zerknąć na mapę i obrać kolejny kierunek naszych jednodniowych wypadów. Tym razem padło na zachodnią część naszego departamentu Doubs, ale zahaczyliśmy również i o sąsiednią Jurę.
Myślałam ostatnio o różnicach jeżeli chodzi o mieszkanie w wielkim mieście i na prowincji, i zarówno plusów jak i minusów każdej opcji jest wiele. Fakt, iż mieszkamy w małym mieście sprawia, że na pewno żyje się tu wolniej, spokojniej i mniej stresująco. O dziwo jednak na ulicach zawsze jest mnóstwo ludzi, nieliczne kawiarenki tętnią życiem, a uliczne korki również należą do codzienności. Wielkim plusem mieszkania w Pontarlier jest bliskie obcowanie na co dzień z naturą, piękną, różnorodną przyrodą, spokojem i ciszą. Wystarczy wybrać się już kilka kilometrów za miasto aby móc oddychać pełną piersią czystym, górskim powietrzem, obserwować góry, pagórki, lasy, jeziora i strumienie. Cisza, spokój, błogostan i relaks :) Żeby nie było jednak za „kolorowo”, to muszę przyznać, że tęskno mi trochę do dużego miasta, gdzie przechadzając się ulicami czułam się kompletnie anonimowa, miałam wielki wybór miejsc, gdzie mogłam wypić kawę, czy spotkać się ze znajomymi. W Pontarlier niewiele się dzieje, mimo, że co chwila organizowane są tu jakieś festiwale, festyny czy inne miejskie święta, czuje się tą „prowincjonalność”, choć nie mogę powiedzieć, że jest już aż tak tragicznie ;) Wszystko ma swój urok i generalnie staram się korzystać z tego, że mieszkamy w tak pięknym regionie, choć wiem (i mnie to wcale nie smuci), że za jakiś czas będziemy się przeprowadzać do innego miasta. Kiedy to będzie, nie mam pojęcia. Wiem natomiast jedno: czeka nas jeszcze niejedna przeprowadzka i Pontarlier nie jest naszym docelowym miejscem na ziemi. Na razie cieszę się tym co mam i gdzie jestem, a czas pokaże gdzie nas los rzuci za kilka lat :)
No, ale to tak na marginesie zupełnie z tymi moimi przemyśleniami. Zapraszam Was natomiast do obejrzenia zdjęć z małych miasteczek, oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od naszego Pontarlier. W minioną niedzielę zawitaliśmy do Ornans, Salins-les-Bains i Quingey. Moim faworytem jest ta pierwsza mieścina: mimo, że niewielka, ale pełna uroku, ciepła i jakiegoś takiego artystycznego ducha, który unosi się w powietrzu. Salins les Bains, to również śliczne miasteczko sanatoryjno-wypoczynkowe (coś jak polski Ciechocinek czy Nałęczów). Najmniejsze wrażenie zrobiło natomiast na nas Quingey – centrum tego miasteczka to jedynie mały plac, a więc nie było za bardzo czego tam fotografować.
Miłego oglądania i słonecznego weekendu!
W drodze do Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans, piękny, ogromny dom, który ktoś niedawno kupił
Ornans
Ornans
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, ratusz
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, w takim domu marzy mi się mieszkanie w przyszłości ;)
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, zamek na wzgórzu (niestety należy do prywatnego właściciela i nie można go zwiedzać)
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, widok na miasto ze wzgórza i okolic zamku
Salins-les-Bains, widok ze wzgórza i okolic zamku
Advertisements

16 myśli nt. „Na zachód od Pontarlier, czyli zwiedzania pięknego regionu Franche Comte ciąg dalszy

  1. Bardzo mnie urzekło to śliczne miasteczko :) A co do wyciągnięcia sztalug, to trafiłaś w samo sedno: w Ornans urodził się malarz Gustave Courbet, dla którego okoliczne krajobrazy były inspiracją malarską. W mieście od dwóch lat działa muzeum jego imienia, do którego wybieram się niebawem :)

    Lubię to

  2. Niesamowite pierwsze zdjęcie! Ornanas faktycznie bardzo malownicze, piękne też te ostatnie ujęcia ze wzgórza. Doskonale rozumiem Twoją tęsknotę za wielkim miastem, też ją czasem odczuwam. Jednak bliskość oceanu jest w moich oczach cenniejsza;) Cieszmy się tym, co mamy tuż obok, tak, jak napisałaś. Pozdrowienia:)

    Lubię to

  3. Kasiu, moim marzeniem jest mieszkać na stałe blisko morza albo oceanu więc rozumiem Twój zachwyt w zupełności „wielką wodą” :) Póki co, cieszę się tym co mam tuż obok i doceniam uroki Franche Comte. Serdeczne pozdrowienia :)

    Lubię to

  4. Paozjo, a ja Ci trochę zazdroszczę wielkiego miasta ;) Mówią, że wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma, a więc zawsze tęsknimy za czymś co w danym momencie dla nas nieosiągalne ;) Doceniam jednak bardzo walory obcowania z naturą, ciszę, spokój i świeże powietrze. A do wielkiego miasta mam nadzieję jeszcze kiedyś zawitamy :) Pozdrawiam!

    Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s