O francuskim stylu, modzie raz jeszcze

Witajcie! Z jednodniowym opóźnieniem zamieszczam dziś typowo francuski wpis. Nie będzie on o kulturze, sztuce czy kuchni rodem z kraju nad Sekwaną, ale o modzie i „francuskim stylu”. Może panowie nie będą zbyt zainteresowani, ale obiecuję, że niedługo na blogu będą pojawiać się wpisy, które powinny przypaść do gustu obydwu płciom :)

Jakiś czas temu „francuskiemu stylowi” i „paryskiemu szykowi” poświęciłam wpis na blogu (znajdziecie go tutaj) oraz felietony na Sophisti.pl (jeżeli macie ochotę przeczytać, to zerknijcie tu i tu).

Nie jestem żadnym ekspertem w dziedzinie mody i ten temat nie jest mi specjalnie bliski. Postanowiłam go jednak ponownie poruszyć na blogu ze względu na pewną książkę, którą ostatnio przeczytałam (dziękuję w tym miejscu mojej przyjaciółce Kasi za prezent;). Chciałabym podkreślić, iż żadne wydawnictwo nie zgłosiło się do mnie z prośbą o recenzję czy reklamowanie ich książek – po prostu sama z siebie myślę, że warto o tej pozycji wspomnieć w odniesieniu do tematu francuskiego stylu i szyku. O czym mowa konkretnie? O pięknie wydanym poradniku „Francuski szyk! Zostań własną stylistką”. Autorkami książki są dwie pasjonatki francuskiej mody: Isabelle Thomas, doświadczona stylistka, dziennikarka pism kobiecych i autorka wpływowego bloga Mode Personnel(le), oraz Frederique Veysset, fotografka zakochana w Paryżu i ulicznej modzie oraz autorka bloga Fredisblog.

Generalnie nie lubię poradników i rzadko po nie sięgam, ale ta książka jest naprawdę warta uwagi i nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie. Zacznę może od tego, iż poradnik jest pięknie wydany, ma ciekawą okładkę (w dotyku jest naprawdę oryginalna) i fantastyczne zdjęcia oraz rysunki (ich autorem jest Clement Dezelus, zakochany w świecie mody paryski rysownik). Książka podzielona jest na 14 rozdziałów, w których znajdziecie zagadnienia takie jak: „Czy należy podążać za modą?”, „O tym, co się wmawia kobietom”, „Jak uszlachetnić tanią garderobę z sieci odzieżowych?” czy „Wizerunkowe gafy”. Język poradnika jest lekki, dowcipny i bardzo na czasie, co sprawia, że lektura jest naprawdę przyjemna.

Co wyniosłam z lektury?

  • nie warto ślepo podążać za modą i być jej niewolnikiem
  • warto szukać swojego stylu, pracować nad nim i go doskonalić
  • nie należy bać się eksperymentów i na pierwszy rzut oka dziwnie wyglądających połączeń (np. kolorystycznych)
  • w cekinach i brokacie można wyglądać elegancko i z polotem (oczywiście w granicach normy – nie róbmy z siebie choinki bożonarodzeniowej)
  • nie warto kopiować stylu innych (koleżanek, gwiazd filmowych czy znanych osobistości), ale fajnie jest czerpać inspiracje przyglądając się różnym osobom
  • należy dobierać garderobę znając wady i zalety swojej sylwetki, a nie ubierać się zgodnie z obecnie panującymi trendami, które niestety nie zawsze i nie na każdym wyglądają super
  • ubrania z sieciówek nie są wcale złe – trzeba tylko czytać składy materiałów, aby po pierwszym praniu nie wyrzucać ciuchów do śmieci ;)
  • nawet najprostszą i klasyczną stylizację warto ożywić ozdobami na głowę, paskami, ciekawymi torebkami, oryginalnymi butami czy finezyjną apaszką
  • „małej czarnej” również warto nadać trochę życia np. ciekawą biżuterią
  • second-handy są kopalnią istnych garderobianych skarbów (ja osobiście nigdy nie umiem nic w nich znaleźć, ale podobno trafiają się czasami istne perełki)
  • strój należy dobierać zgodnie ze swoją metryką (nie należy się na siłę odmładzać na przykład t-shirtami z Myszką Miki czy mini spódnicami. No i nie warto się również postarzać strojem)
  • czarny kolor nie jest niestety dla każdego. Owszem, wyszczupla, jest bardzo elegancki i zachowawczy, ale często przytłacza, dodaje lat i „smutku” osobie go noszącej
  • biustonosze typu push-up wcale nie są sexy – liczy się naturalność i to ona jest najbardziej elegancka

Z czym, co przeczytałam w książce się nie zgadzam?

  • buty Emu czy UGG są dla nastolatek – ja je po prostu uwielbiam i nie mam zamiaru z nich rezygnować (może nie są najpiękniejszym obuwiem świata, ale za to jakie ciepłe i wygodne!)
  • kurtka pikowana, to modowa porażka – może i tak, ale stawiam na wygodę i w zimie musi być mi ciepło
  • pastelowe spodnie spodnie trzy czwarte są passé – oczywiście tego typu spodnie nie są odpowiednie dla każdego typu sylwetki, ale na szczupłej osobie podczas letnich dni moim zdaniem wyglądają świetnie
  • spodnie dzwony są w modzie (podobno…) – nosiłam je z uwielbieniem w liceum i na studiach, ale dziś uważam, że są naprawdę okropne; no chyba, że jesteśmy fankami stylu lat 70-tych ;)
  • spodnie rurki może nosić nawet bardziej „okrągła” kobieta – nie zgodzę się z tym. Tego typu spodnie wyglądają dobrze tylko na szczupłych, wręcz chudych kobietach i długich nogach. Kobiety ze sporą nadwagą wyglądają w rurkach moim zdaniem naprawdę nieestetycznie (no, ale to jest moje zdanie ;))
  • należy inwestować w najlepszej jakości torebki ponieważ te z sieciówek są tandetne i wykonane z marnej jakości materiałów – niestety mój portfel nie pozwala mi na „inwestowanie” w torebki od Chanel czy Diora za kilka tysięcy euro więc wybieram raczej te z sieciowych sklepów (bardzo lubię te z Mango), które są niezłej jakości i służą mi długo

Pisałam już na blogu i w felietonie dla Sophisti.pl, że moim zdaniem nie ma czegoś takiego jak „francuski styl” czy „paryski szyk”. Dalej podtrzymuję swoją opinię, ale mogę ją nieco zweryfikować. Francuzki mają to „coś” co bardzo trudno zdefiniować i jednoznacznie określić. Wydaje mi się, że są naturalnie nonszalanckie i pewne siebie, co zadaje im szyku i klasy. Nie można tu mówić o jednym, konkretnym stylu, a raczej o zbiorze różnych elementów, który wyróżnia na przykład paryżanki na tle kobiet innych narodowości. Poza tym uwierzcie mi, że na ulicach nawet dużych, francuskich miast takich jak Dijon czy Lyon można spotkać istne „perełki” rodem ze strony Faszyn from Raszyn. Nadal nie rozumiem trendu mocnego, wręcz wulgarnego makijażu u nastolatek czy ozdabiania ciała tandetnymi tatuażami w stylu „romantyczna łódeczka” na przedramieniu z napisem Love (???!!). Tak, tak moi drodzy! Takich i jeszcze gorszych „perełek” w kraju nad Sekwaną jest mnóstwo (dziś pijąc rano kawę na balkonie widziałam pana w wieku na oko 50 lat, wyprowadzającego psa bez koszulki, w ortalionowych szortach… Pozostawię to bez komentarza :p ).

Poniżej kilka zdjęć z książki, do której przeczytania mam nadzieję, że Was zachęciłam. Miłego popołudnia!

 

Reklamy

6 myśli nt. „O francuskim stylu, modzie raz jeszcze

  1. Super wpis:) Też czytałam te książkę i bardzo mi się podobała. Zgadzam się ze sporą częścią jej treści, lub może inaczej, sporo opinii które przeczytałam mogę uznać za własne. Fajnie motywuje do poszukiwania swojego stylu, jeśli komuś na wypracowaniu takiego zależy. Pozdrawiam!

    Polubienie

    • Kasiu, właśnie to jest najfajniejsze w tej książce, że motywuje i zachęca do poszukiwania własnego stylu, własnego modowego ja, ale nic nie narzuca i nie jest sztampowym poradnikiem. Cieszę się, że wpis okazał się przydatny! Pozdrawiam serdecznie z upalnego Dijon :)

      Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s