Subiektywnie o tym, co nadal mnie zadziwia, a czasami wręcz irytuje we Francji

Uff! W końcu po fali upałów można oddychać i normalnie funkcjonować! Cieszę się, że chociaż przez jeden dzień temperatura oscyluje w okolicach 23-25 C. Nie ma jednak tak dobrze ponieważ już od jutra powrót „żaru tropików”, choć może nie z takim natężeniem jak to miało miejsce przez ostatni tydzień. U Was też lato w pełni?

Chodziło za mną już od dawna, aby umieścić wpis (podkreślam, że BARDZO subiektywny) o tym, co nadal mnie zadziwia, a czasami wręcz drażni we Francji. W tym pięknym kraju mieszkam już od 3,5 roku, a więc pozwolę sobie na te tematy się odrobinę wypowiedzieć.

Nie lubię powielania stereotypów, utwierdzania się w jakichś utartych schematach i zawsze staram się wyrobić swoją opinię na podstawie dłuższych obserwacji w danej dziedzinie. Im dłużej mieszkam we Francji, tym wiele rzeczy wydaje mi się nadal dziwnych, bądź irytujących. Oczywiście widzę mnóstwo pozytywnych stron francuskich zwyczajów, zachowań czy postępowania, ale jest też całkiem sporo rzeczy, do których nadal ciężko mi się przyzwyczaić. No, ale przejdźmy do konkretów. Poniżej w podpunktach moje subiektywne odczucia w temacie „francuskości”:

  • stałe pory posiłków – mają wiele plusów i jak najbardziej popieram taki tryb odżywiania, ale czasami chciałabym nagiąć surowo przyjęte reguły i zjeść coś pomiędzy wyznaczonymi godzinami (choćby jakiś owoc, a nie wypada :p ).
  • picie wody lub wina do posiłków – któregoś razu na spotkaniu ze znajomymi miałam anginę (no i wiadomo: antybiotyk) i w restauracji poprosiłam o gorącą herbatę z sokiem malinowym. Jakie było zdziwienie moich współtowarzyszy i nie obyło się bez komentarzy, że chyba tylko Polacy mogą pić gorące napoje do obiadu…
  • nie wypada prosić o dokładkę – tutaj też kilka razy zaliczyłam małą wpadkę prosząc o dokładkę pysznego ratatouille teściowej czy kawałka mięsa z grilla – wszyscy przy stole patrzyli na mnie jak na osobę łakomą, która nie potrafi się kontrolować i zachowuje się jak wygłodniałe zwierzę (kobiecie chyba tym bardziej nie wypada…).
  • mnogość dań podczas bardzo długich obiadów czy kolacji w towarzystwie rodziny lub znajomych – lubię odkrywać nowe smaki, ale nie jestem żarłokiem więc posiłek składający się z aperitifu, przystawki, dania głównego, serów i deseru, to dla mnie zdecydowanie za wiele… (Nawiązując do poprzedniego półpunktu: wolę pominąć przystawkę i deser i np. dostać dokładkę kawałka mięsa bądź sałatki, no ale przecież nie wypada o to prosić…).
  • francuska biurokracja – to temat rzeka i niejednokrotnie pisałam na blogu o drodze przez mękę w momencie szukania mieszkania, zakładania konta bankowego czy załatwiania innych spraw urzędowych. Zawsze myślałam, że w Polsce biurokracja jest koszmarem, ale tutaj, we Francji to istna masakra!
  • zamówienia w restauracji – jeżeli chcesz we francuskiej kawiarni zamówić kawę z mlekiem, to koniecznie to sprecyzuj inaczej dostaniesz „naparsteczek” espresso. Tak samo sprawa ma się do piwa: jako Polka jestem przyzwyczajona, że w lokalach, np. w Warszawie zamawiając ten oto trunek, dostanę duży, półlitrowy kufel. We francuskich restauracjach trzeba o taki poprosić bo inaczej otrzyma się szklankę o pojemności 0,25 litra.
  • picie kawy po kolacji – nadal po 3,5 roku mieszkania we Francji nie rozumiem jak można pić mocne espresso np. po 22:00, ba! Nawet o północy! Uwielbiam kawę ale tylko rano. Po 16:00 raczej omijam z daleka tą pyszną przyjemność ponieważ chcę się po prostu wyspać ;)
  • posiadanie dwójki, trójki dzieci przed 30. rokiem życia – jestem osobą bardzo otwartą i nie wtrącam się w sprawy innych, ale czasami dziwi mnie, jako Polkę, że francuskie dziewczyny w moim wieku (a nawet młodsze) mają już dwójkę albo nawet trójkę dzieci. Często nadal pracują, ale znam też i takie, które kompletnie porzuciły marzenia o karierze w imię rodziny i posiadania potomstwa. Nie neguję tego i absolutnie nie krytykuję. Po prostu w Polsce, szczególnie w dużych miastach, kobiety przed 30-tką stawiają na własny rozwój, naukę, pracę, a o powiększaniu rodziny myślą później.
  • brak wyższego wykształcenia – niejednokrotnie byłam zaskoczona poznając ludzi we Francji faktem, iż w ogóle nie przykładają wagi do swojego wykształcenia. Wiele osób swoją edukację kończy tylko na maturze, część posiada dyplomy typu BTS (taka dwuletnia szkoła, przygotowująca do konkretnego zawodu), a na studia wyższe wcale nie idą wszyscy. W Polsce każdy z moich znajomych ma co najmniej magistra, a niejeden również studia podyplomowe czy doktorat. We Francji nie jest to standardem.
  • uwielbienie dla wszystkiego, co amerykańskie – w sytuacji gdy jakiś Francuz dowie się, że przez trzy wakacje z rzędu mieszkałam w Nowym Jorku, to pada z zachwytu i rozpływa się nad boskością tego miasta. Oczywiście kocham NYC i wiele bym dała, aby móc tam jeszcze kiedyś pojechać, ale bez przesady… Poza tym 95% Francuzów, których znam posiada najnowsze modele iPhonów, na które niejednokrotnie zaciągnęli kredyty… Jak dla mnie obłęd, ale co kto lubi ;).
  • alergia na języki obce – to niby stereotyp, ale jakże prawdziwy! Francuzi nie kwapią się do mówienia w języku angielskim, o innych już nie wspominając… Poza tym na wymianach studenckich typu Erasmus zazwyczaj trzymają się ze „swoimi” więc nie mają nawet okazji do spróbowania swoich sił np. in english.
  • brak numerów mieszkań – w budynku, w którym mieszka kilka/ kilkanaście rodzin na skrzynkach pocztowych są po porostu nazwiska wszystkich lokatorów. Zawsze muszę tłumaczyć swoim znajomym czy rodzinie, że tak: podałam Wam dobry adres, a numeru mieszkania po prostu nie ma. Listonosz trafi po nazwisku.
  • szczupła, zadbana i elegancka jak Francuzka? Bzdura! – o „francuskim szyku” i „paryskim stylu” pisałam już wielokrotnie, a więc nie będę się powtarzać. Kompletnym kłamstwem natomiast jest wmawianie kobietom, że Francuzki są takie piękne, szczupłe, zadbane i eleganckie. Obgryzione paznokcie z odpryśniętym lakierem zdarzają się niestety bardzo często (nawet u kobiet pracujących w obsłudze klienta). Poza tym odrosty, przesuszone włosy, nadwaga, a wręcz otyłość, to już nic nowego na francuskich ulicach. Oczywiście mnóstwo tu zadbanych i eleganckich kobiet, ale powielanie bzdur, że Francuzki są boginiami mnie po prostu rozkłada na łopatki… Niestety nie są.
  • zbieranie i gromadzenie wszystkiego. Dosłownie! – nie mogę nadal przyzwyczaić się do tego, że w większości domów naszych znajomych czy członków rodziny jest tak dużo różnych, totalnie zbędnych rzeczy. Pudełka, torby, bibeloty, stare krzesła, pobite dachówki, naczynia i sztućce, których nikt nie używa, stare dzbanki, stosy ubrań, których nikt już nigdy nie założy, rzędy kosmetyków i leków (często niestety przeterminowanych…), i tak dalej, i tak dalej… Nie mam natury chomika i nie lubię zagracać swojej przestrzeni, dlatego też musiałam się przyzwyczaić do tego, że Francuzi to naród zbieraczy ;).
  • uwielbienie dla homeopatii i osteopatii – w działanie tej pierwszej nie wierzę za grosz. Oczywiście szanuję tych, co leczą się preparatami homeopatycznymi, ale sama po nie nie sięgam. Wierzę za to w moc ziół, naturalnych olejków i zapachów. Homeopatia we Francji chyba jest tak popularna ze względu na fakt, iż jedną z największych firm produkujących te preparaty jest rodzimy Boiron. Promocja wszystkiego, co francuskie ma się nad Sekwaną więc całkiem nieźle ;) Co do osteopatii, to jestem w stanie uwierzyć, iż jeżeli nie pomoże, to na pewno nie zaszkodzi, ale czy ten odłam medycyny niekonwencjonalnej działa? To chyba kwestia indywidualnego podejścia i trochę efektu placebo.
  • francuskie dzieci są z reguły bardzo grzeczne – oczywiście zdarzają się wyjątki, ale generalnie to naprawdę dobrze wychowane i miłe stworzenia, które nie grymaszą przy posiłkach i piją wodę (nie colę czy słodkie napoje, ale wodę właśnie).

W jednym z kolejnych postów na pewno napiszę o tym, co mnie urzekło we francuskich zwyczajach i co sprawia, że kocham ten kraj (w końcu, to moja druga ojczyzna ;)). Jestem bardzo ciekawa Waszych opinii i komentarzy. Na pewno wielu z Was coś zaskoczyło lub zirytowało we Francji.

Miłego dnia i dużo słońca!

Advertisements

5 myśli nt. „Subiektywnie o tym, co nadal mnie zadziwia, a czasami wręcz irytuje we Francji

  1. Mieszkam we Francji dopiero ponad rok, ale zgadzam się ze wszystkim, co napisałaś i przypuszczam, ze te subiektywne odczucia mogą okazać się bardzo uniwersalne :) Nie wiedziałam np. o dokładkach, a warto wiedzieć, bo tutaj tyle się biesiaduje, ze łatwo o faux pas ;) Przede wszystkim jednak chciałam się odnieść do koszmarnej francuskiej biurokracji – do końca życia nie zapomnę co znaczy zakładanie konta bankowego we Francji, o poszukiwaniu mieszkania nawet nie wspominam, bo miałam już przymiarki, a teraz znowu nas to czeka! I tak tez sobie pomyślałam, ze w Polsce pod tym względem jednak nie jest wcale tak źle jakby się mogło wydawać ;)

    Polubione przez 1 osoba

  2. Również się zgadzam! :) O dokładkach nic mi nie wiadomo, ale rzeczywiście kolacje które są bardzo obfite nie powodują u mnie chęci zwiększenia pierwotnej porcji ;) Szczerze to mimo, że jestem tu od roku to nie mogę się przestawić na to że jedzą późno, długo i dużo. Pozdrawiam z Centre!

    Lubię to

  3. cześć:) bardzo lubię czytać Twoje wpisy choć we Francji nie mieszkam i generalnie mało mam z nią wspólnego. Mam pytanie apropo grzeczności dzieci – czym to jest spowodowane? jakie są Twoje obserwacje odnośnie wychowania dzieci we Francji? na którymś dawnym Twoim wpisie przeczytałam że dzieci po prostu traktowane są z szacunkiem, jak dorosłe. Jeżeli chodzi o mamy Francuski to spotkałam się z opinią że one po prostu ok po 2 m-cach od urodzenia wracają do pracy, posyłając dziecko do żłobka lub wyszukując opiekunkę, raczej nie poświęcają się macierzyństwu poprzez całkowitą rezygnację z pracy. Czy masz jakieś obserwacje na ten temat?:) Pozdrowienia z Warszawy:)

    Lubię to

    • Witaj! Sama nie mam jeszcze dzieci, ale obserwując francuskich znajomych i członków rodziny widzę co nie co ;) Moim zdaniem właśnie w tym tkwi sekret Francuzów: traktują swoje dzieci (i pociechy innych) jak równych sobie. To prawda, że z reguły Francuzki nie poświęcają się całkowicie macierzyństwu, ale nie warto wrzucać wszystkich kobiet do jednego worka. Mi osobiście bardzo podoba się podejście Francuzek: bycie matką, ale i aktywną zawodowo. Nie odbieram tego jako egoizmu, ale jako myślenie całościowe o swoim życiu. Oczywiście jeżeli kobieta chce się np. poświęcić całkowicie wychowywaniu dzieci i chce zostać z nimi w domu, to też jest ok. Uważam jednak, że znalezienie złotego środka jest najlepszym rozwiązaniem. Nie od dziś bowiem wiadomo, że szczęśliwa mama, to spełniona mama.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Lubię to

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s