Bo życie potrafi czasami zaskoczyć

Bardzo dawno nie było nowych postów na blogu, za co biję się w pierś. Wybaczcie ale ostatnie miesiące w moim życiu były pełne różnych nieoczekiwanych zwrotów akcji i nie byłam w stanie poświęcić się pisaniu. Mam nadzieję, że uda mi się jednak ponownie wrócić do blogowania i wrzucać częściej nowe posty.

Dziś chciałabym podzielić się z Wami dosłownie kilkoma zdjęcia pięknego miasta, Lyonu, które bardzo niedługo stanie się moim domem :)

Słonecznego popołudnia!

IMG_20170329_163014_033IMG_20170330_004308_497IMG_20170331_164050_021IMG_20170404_184914_919IMG_20170314_233137_110IMG_20170327_154615_853IMG_20170404_185454_991

Reklamy

Słów kilka o Belfort

Na początku grudnia minie pół roku odkąd mieszkamy w Belfort, a na blogu nie ukazał się dotąd żaden wpis na temat naszego nowego miasta. Czas to koniecznie nadrobić, a więc zapraszam na wirtualny spacer i słów kilka o tej sympatycznej miejscowości.

Belfort położone jest we wschodniej Francji, w regionie Franche-Comte. Miasto liczy sobie nieco ponad 50 tysięcy mieszkańców, a zespół miejski około 96 tysięcy – nie jest to więc wielka aglomeracja, a dość małe, prowincjonalne miasteczko. Bliskość gór Wogezów (najwyższy szczyt, to Grand Ballon (1424 m n.p.m.), rzut beretem do Alzacji i Szwajcarii, sprawiają, że miasto jest częstym punktem na mapie turystów, którzy z przyjemnością zwiedzają urokliwą starówkę i górującą nad miastem cytadelę z fortyfikacjami. Amatorzy pieszych wycieczek również znajdą w okolicy Belfort wiele interesujących szlaków na górskie wędrówki czy wyprawy rowerowe (przez miasto przebiega spore ścieżek rowerowych, w tym euroVelo 6). Jednym z plusów położenia Belfort jest bliskość międzynarodowego portu lotniczego w Bazylei (tzw. Euroairport). Jak wielka była moja radość kiedy okazało się, iż 2 razy w tygodniu odbywają się rejsy bezpośrednie do Warszawy! Kolejnym plusem jest fakt, iż powyższe loty obsługiwane są przez jednego z tańszych przewoźników, a więc kupując bilet z  wyprzedzeniem można trafić na naprawdę interesujące ceny.

W Belfort znajduje się kilka muzeów, teatr i kino z kilkunastoma salami. Miłośnicy sztuki sakralnej również znajdą tutaj coś dla siebie – katedrę Św. Krzysztofa z XVIII wieku czy kościół Św. Józefa z XIX wieku, warto jak najbardziej odwiedzić. Stare miasto jest maleńkie ale bardzo urokliwe. Spacer wąskimi uliczkami nie zajmie wiele czasu, ale później można delektować się filiżanką kawy bądź lampką wina w jednym z kawiarnianych ogródków przy placu d’Armes. Nad miastem góruje spora cytadela z fortyfikacjami zaprojektowana i wybudowana w XVII wieku przez Sebastien’a Le Prestre de Vauban, nadwornego inżyniera i architekta króla Ludwika XIV. Warto wspiąć się na wzgórze, aby z bliska zobaczyć rzeźbę lwa autorstwa Augusta Bartholdiego, rzeźbiarza alzackiego, który był również twórcą słynnej, nowojorskiej Statuy Wolności. Ze szczytu cytadeli rozciąga się malowniczy widok na miasto, góry Wogezy, a przy dobrej widoczności można w oddali dostrzec również szczyt Mont Blanc.

Zapraszam na spacer po Belfort. Zdjęć niestety nie mam wielu, ale choć w maleńkim stopniu chciałabym Wam pokazać moje nowe miasto i jego zakamarki.

Miłego dnia!

20160609_15393020160609_15395920160628_15292720160628_15312020160628_15344320160628_15364820160628_15373920160628_15374920160628_15403820160628_15502020160913_11433620160913_11434420161024_15384020161120_13423620161120_14264420161120_14354020161120_143659

Wakacje w Prowansji

Jeżeli zastanawiacie się gdzie spędzić kolejny urlop, to mam dla Was świetną propozycję! Południe Francji jest przepiękne, a Prowansja to już w ogóle raj dla amatorów wspaniałych krajobrazów, malowniczych miejscowości i pieszych wycieczek. No a jeżeli tak jak ja, kochacie ryby i owoce morza, to będziecie się tutaj czuli po prostu wspaniale :)

Sześciodniowy wypad do Prowansji zaplanowaliśmy w sumie w ostatniej chwili. Chcieliśmy gdzieś wyjechać, a że początek listopada, to dość kapryśna pogodowo pora, wybór padł na południe Francji. W Prowansji byłam już wcześniej kilka razy, najczęściej przejazdem ale tym razem udało nam się tutaj zabawić na dłużej. To przepiękny i bardzo zróżnicowany region Francji, który nawet w listopadzie nas bardzo mocno zauroczył. Obydwoje z mężem staramy się podróżować poza sezonem, gdyż bardzo nie lubimy tłumów, stąd pomysł na wypad do Prowansji jesienią. Udało nam się odwiedzić urocze miasteczko Bedoin u podnóża Mont Ventoux (1912 m n.p.m.), następnie udaliśmy się do Cassis i La Ciotat odwiedzając po drodze Aix-en-Provence oraz Salon-en-Provence, a na koniec zawitaliśmy z wizytą u przyjaciół w Marsylii. Sześć dni minęło bardzo szybko, ale i intensywnie na zwiedzaniu i całodziennych wycieczkach na łonie natury. Cassis urzekło nas swoją urodą i przepięknymi calanques, czyli „fiordami południa”, które zwiedzaliśmy zarówno statkiem wycieczkowym, jak i pieszo robiąc ponad 18 km jednego dnia. Miasteczko latem przeżywa podobno istne oblężenie turystów, a tego roku zawitało tam też sporo Polaków przy okazji meczów na Euro w pobliskiej Marsylii. La Ciotat nie powaliło nas na kolana swoją urodą ale daję duży plus temu miastu za położenie i piękny port. Moje serce skradło całkowicie Aix-en-Provence, dość spore prowansalskie miasto z wąskimi uliczkami i licznymi kawiarniami. Jeżeli będziecie mieli kiedykolwiek okazję odwiedzić Aix, to na pewno nie pożałujecie. Marsylia z kolei zrobiła na mnie jeszcze lepsze wrażenie niż za pierwszym razem (tutaj możecie zobaczyć relację sprzed dwóch lat). To ogromne, tętniące życiem miasto, pełne urokliwych knajpek i sklepów z mydłami oraz produktami regionalnymi. Wiele bym dała, aby zamieszkać na południu Francji, gdzie słońce świeci prawie codziennie, zimy są łagodne, a bliskość morza sprawia, że człowiek czuje się jak na permanentnych wakacjach. Na razie pozostaje mi cieszyć się urokami regionu Franche-Comte, a o przeprowadzce do Prowansji pomyślimy bliżej emerytury ;)

Zapraszam do obejrzenia zdjęć z malowniczej Prowansji!

dscn5536

Wieża w Crest

dscn5556

dscn5548

Widok z wieży – prawda, że pięknie?

dscn5549dscn5550

dscn5581

Krajobrazy Prowansji

dscn5582dscn5583dscn5584dscn5585dscn5587dscn5602dscn5603dscn5604

dscn5606

Nawiedzony dom jako atrakcja turystyczna (okolice Bedoin)

dscn5613

Le Mont Ventoux

dscn5620dscn5624

dscn5628

dscn5633

Port w Cassis

dscn5642dscn5645dscn5658dscn5662

dscn5671

Les Calanques de Cassis

dscn5672dscn5673dscn5674dscn5694dscn5666

dscn5699

Sosna parasolowata – kwintesencja Prowansji i Lazurowego Wybrzeża

dscn5700dscn5701

dscn5702

La calanques d’En-Vau

 

Na koniec kilka zdjęć robionych telefonem:

20161102_132941

Salon-en-Provence

20161102_153145

Aix-en-Provence

20161102_16060020161102_162308

20161104_113225

Port w La Ciotat

20161104_12173120161104_12181520161104_132915

20161104_144801

Winnice w okolicach Cassis

20161104_144804dscn5720

Lektura na jesienne wieczory

Po upałach i słońcu nie został już prawie ślad, a jesień zbliża się wielkimi krokami. Jak umilić sobie długie, zimne wieczory? Myślę, że dobra książka jest świetnym sposobem na jesienną chandrę – czy istnieje coś lepszego niż gorąca herbata, ciepły koc i ciekawa lektura w ręku?

Niedawno natrafiłam na książkę pt. „Paryska żona”, autorstwa Pauli McLain. Przyznam szczerze, że było to moje pierwsze literackie spotkanie z tą amerykańską pisarką, ale myślę, że na pewno nie ostatnie. Na polskim rynku ukazała się również inna powieść McLain, „Okrążyć słońce”, wydana przez krakowski Znak Liternova.

„Paryska żona”, to historia miłości słynnego pisarza Ernesta Hemingwaya i Hadley Richardson. Spora różnica wieku między tymi dwojga (ona była starsza od pisarza o 8 lat), nie przeszkodziła im w podjęciu decyzji o szybkim ślubie. Mimo ostrzeżeń przyjaciół i bliskich, Hadley podjęła ryzyko i wyszła za maż za początkującego pisarza, jakby się wydawało – bez perspektyw i grosza przy duszy. Zakochana kobieta była gotowa do poświęceń i całkowicie podporządkowała swoje życie młodemu artyście. Za namową męża wyjechali do Paryża, gdzie snuli wizję wspólnego życia usłanego różami, okraszonego świetlistą kariera Hemingwaya. Rzeczywistość okazała się jednak mniej łaskawa: trudne warunki mieszkaniowe, rozłąka z bliskimi i życie w obcym kraju nie były dla naszej bohaterki łatwe. Małżeństwo okazało się  dla Hadley zupełnie nowym doświadczeniem pełnym wzlotów, upadków i dramatycznych wydarzeń. Kobiety często zdolne są do poświęceń i rezygnują z własnego „ja” dla ukochanego mężczyzny – tak właśnie postąpiła Hadley, skupiając się na spełnianiu marzeń młodego artysty. Hemingawy nie był łatwym partnerem – skupiony na sobie, zagubiony w oparach wielkiego ego i marzeń o wspaniałej, literackiej karierze. Hadley dzielnie wspierała męża do czasu pojawienia się innej kobiety… Nie będę zdradzać jednak szczegółów książki – jeżeli chcecie się przekonać jak wyglądała historia miłości tych dwojga, to koniecznie sięgnijcie po tą pozycję.

Książka Pauli McLain jest lekturą obowiązkową dla wielbicieli historii miłosnych (szczególnie takich, które są oparte na faktach), jak i dla wszystkich kochających Paryż. Powieść utrzymana jest w klimacie magicznych lat dwudziestych ubiegłego wieku, gdzie zanurzamy się w życie paryskiej bohemy i spacerujemy ulicami tego magicznego miasta. Wyśmienita lektura na jesienne wieczory, która nie pozwoli Wam szybko zapomnieć o losach Hadley i Ernesta.

mclain_paryska-zona

Portugalskie wakacje

Obiecałam post o Portugalii już jakiś czas temu. Nie udało mi się niestety w ferworze przeprowadzki, ogarniania się w nowym mieszkaniu i mieście zamieścić wcześniej tego wpisu, w związku z tym, proszę o wybaczenie ;) O Belfort i okolicach na pewno napiszę niebawem, gdyż powolutku i małymi krokami zaprzyjaźniamy się z naszym nowym miejscem zamieszkania. Dziś jednak słów kilka o Portugalii, do której zawitaliśmy na początku kwietnia tego roku.

Sześć dni spędzonych w pięknym kraju, jakim jest właśnie Portugalia, to zdecydowanie za krótko. Udało nam się zwiedzić Lizbonę, Sintrę i jej okolice oraz Porto. Ogólne wrażenia? Super! No ale po kolei.

Portugalia jest krajem pełnym kontrastów. Widać ogromną biedę i kryzys, który bardzo mocno odcisnął swoje piętno na mieszkańcach, ich poziomie życia, jak i na architekturze. W sieci znalazłam artykuł, który mówi o tym, iż w Portugalii w roku 2014 było ponad milion pustostanów, czyli opuszczonych domów, kamienic, a nawet budynków należących do różnych firm czy banków. Dlaczego? Ludzi nie stać jest na spłaty kredytów, na wykańczanie swoich mieszkań czy domów, a więc nawet w centrum Lizbony możemy spotkać domy-widma. Zarówno na moim mężu, jak i na mnie, takie widoki wywarły dość smutne wrażenia. Nie chodzi nam o to, że bieda jest brzydka czy coś w tym stylu – to nie to. Po prostu serce pęka jak widzi się opuszczone domy z powybijanymi szybami, pomazane tandetnym grafitti, w których jeszcze niedawno ktoś mieszkał, a dziś hula tam tylko wiatr. Uwierzcie mi, że przykry to widok i żal tych ludzi naprawdę… Poza tym ustawowa płaca minimalna ustalona na ok .430 euro, to w porównaniu choćby do francuskich realiów, naprawdę głodowa pensja. Wiem, że w Polsce również nie jest za wesoło i ludzie po studiach pracują za 1200 zł, ale uwierzcie mi, iż nie miałam pojęcia, że w kraju Europy Zachodniej, w kraju, który od wielu lat należy do Unii Europejskiej, co czwarty mieszkaniec żyje na skraju ubóstwa. Naprawdę to przykre i smutne.

Mimo tak ciężkich warunków materialnych i bytowych, Portugalczycy to jedni z najsympatyczniejszych i najbardziej otwartych ludzi, jakich kiedykolwiek poznaliśmy. Szczególnie mieszkańcy Lizbony powalili nas na kolana swoim podejściem, uśmiechem i znajomością języków obcych (nie ma problemu, aby dogadać się po angielsku, francusku czy hiszpańsku). Ponadto jeżeli jesteście miłośnikami ryb i owoców morza, to Portugalia będzie Waszym rajem kulinarnym! Osobiście uwielbiam tego typu przysmaki i mogłabym je jeść codziennie, a więc czułam się tam naprawdę dopieszczona do granic możliwości :) Cenowo też nie ma dramatu i z całą pewnością jest taniej niż we Francji czy choćby w Londynie, gdzie jedzenie pozostawia wiele do życzenia, a portfele szybko odczuwają skutki stołowania się na mieście.

Zarówno Lizbona jak i Porto są miastami dość „górzystymi”, a więc wygodne buty i dobra kondycja są jak najbardziej w cenie. Jeżeli nastawiacie się na wielogodzinne chodzenie po którymś z tych miast, to zadbajcie najpierw o formę – naprawdę można dostać w kość ;) Mój mąż jest wielkim fanem dwóch kółek i na początku był zszokowany tak małą ilością rowerzystów w Lizbonie. Po jednym dniu w stolicy Portugalii zrozumieliśmy dlaczego tak właśnie jest: jazda na dwóch kółkach w tym mieście, to naprawdę sportowa zajawka i nie dziwię się, iż mieszkańcy wybierają tramwaj czy metro.

Jeżeli chodzi o wskazówki typowo praktyczne, to mogę Wam podsunąć kilka:

  • wybierając się do Portugalii warto prześledzić statystyki związane z pogodą i warunkami atmosferycznymi. My byliśmy na początku kwietnia i zdecydowanie nie był to najlepszy pomysł. Szanse na słońce oczywiście są, ale jest to miesiąc niestety deszczowy, wilgotny i bardzo wietrzny. Osobiście żałowałam, że nie zabrałam rękawiczek i czapki…
  • jeżeli chcecie wynająć samochód w Portugalii, to nie będziecie mieć z tym najmniejszego problemu. Drogi są zadbane, benzyna cenowo jak we Francji (niestety drożej niż w Polsce), autostrady też są ok. Niestety oznaczenia dróg czy np. jakichś miejsc turystycznych na trasach są jedną, wielką zagadką: nagle się pojawiają, by po chwili zniknąć. Bez GPS-u czy dobrej mapy nie jest więc łatwo. Poza tym „miły pan” w wypożyczalni namówił nas na droższy samochód, niż ten, który zarezerwowaliśmy uprzednio przez internet, a do tego „przekonał” nas, aby dopłacić do całkowitego ubezpieczenia samochodu. Wyszliśmy na tym jak Zabłocki na mydle, a więc asertywność Wam się przyda ;)
  • nasza koleżanka, rodowita Portugalka, z którą spotkaliśmy się jednego wieczoru w Lizbonie, podpowiedziała nam, że ryby i owoce morza najlepiej omijać w restauracjach czy na bazarach w poniedziałki. Dlaczego? Odpowiedź jest bardzo prosta: rybacy w niedzielę odpoczywają, a więc nie ma połowów, co wiąże się z tym, iż w poniedziałki dostaniemy rybę z knajpie, która była wyłowiona w sobotę. Nie widzę w tym aż tak wielkiego problemu, ale poszliśmy za jej radą :)
  • niby oczywiste, ale jednak: omijajcie miejsca typowo turystyczne jeżeli chodzi o dobór restauracji na obiad czy kolację. W takich knajpach jest ogromny przemiał, ceny wygórowane, a jakoś i ilość dania na talerzu często pozostawia wiele do życzenia.
  • w Portugalii w większości mieszkań nie ma ogrzewania. Tak, tak! Nie ma kaloryferów! Tak jak wspominałam wyżej, wyprawa do tego pięknego kraju na początku kwietnia nie była najlepszym pomysłem… Było nam po prostu zimno!
  • pierwszy raz skorzystaliśmy z opcji noclegów przez portal airbnb. Trafiliśmy na przesympatycznych ludzi, czyste i zadbane mieszkania i naprawdę dobrą lokalizację. Jeżeli ktoś z Was byłby zainteresowany konkretami w związku z lokum w Lizbonie czy Porto, to mogę śmiało polecić Wam te miejsca, gdzie nocowaliśmy. Piszcie w razie czego maila.

Zapraszam Was teraz na wirtualną wycieczkę po Portugalii i życzę Wam miłego wieczoru!

Na początek Porto:

DSCN5310DSCN5329DSCN5334DSCN5339DSCN5371DSCN5388DSCN5389DSCN5394DSCN5397DSCN5400DSCN5401DSCN5402DSCN5412

DSCN5504

Cabo da Roca, Lizbona i Sintra:

DSCN5112DSCN5115DSCN5149DSCN5150DSCN5151DSCN5153DSCN5156DSCN5157DSCN5172DSCN5166DSCN5215DSCN5220DSCN5229DSCN5233DSCN5239DSCN5255DSCN5262DSCN5264DSCN5290DSCN5289DSCN5288DSCN5287DSCN5283DSCN5276

Każdy koniec, to nowy początek :)

Witajcie! Oj dawno mnie tutaj nie było a działo się sporo i uwierzcie mi, że chroniczny brak czasu dał mi się ostro we znaki… Ostatnie tygodnie w pracy były niezwykle intensywne, ale od kilku dni odpoczywam i szykuję się mentalnie na kolejne zmiany…

Wiedzieliśmy od samego początku, że Dijon nie będzie naszym docelowym miastem, ale nie spodziewaliśmy się, iż będziemy je opuszczać tak szybko. Łezka się delikatnie w oku kręci ale cóż! Witaj przygodo i znowu zmiana miejsca zamieszkania! Nie mamy zbytnio wpływu na to, gdzie będziemy mieszkać, gdyż podążamy za pracą mojego męża. Tym razem przeprowadzamy się do miasta Belfort, a więc wracamy do regionu Franche-Comte. Czy się cieszę? No cóż, powrót znowu na dość głęboką prowincję i do miasta trzy razy mniejszego od Dijon delikatnie mnie przeraża, ale szukam pozytywów i samych plusów.

Belfort jest położone w odległości ok 40 km od Miluzy, a więc będziemy mieć rzut beretem do Alzacji. Poza tym u podnóża miasta leżą góry Wogezy, a więc będzie gdzie spacerować w słoneczne weekendy i na pewno będzie co opisywać na blogu ;) Ponadto 45 minut jazdy samochodem od Belfort znajduje się EuroAirport, z którego latają bezpośrednie samoloty do Warszawy! Już się cieszę i planuję sierpniowy pobyt w ojczyźnie :) Jak widać pozytywnych aspektów przeprowadzki jest więc całkiem dużo i póki co, optymizmu mi nie brakuje. Oby tak dalej :)

W przygotowaniu mam dla Was wpis o naszym kwietniowym wyjeździe do Portugalii, gdzie spędzając zaledwie 6 dni udało nam się całkiem sporo zobaczyć. Mam nadzieję, że uda mi się umieścić ten post najpóźniej po weekendzie.

Dużo słońca!