Wspomnienia po zimie w okolicach Pontarlier

    W powietrzu czuć już wiosnę, co z jednej strony bardzo mnie cieszy, z drugiej jednak trochę smuci… Mamy w okolicy kilka małych stacji narciarskich, więc gdzieś tam tliła się we mnie nadzieja, że uda mi się wykorzystać ostatnie momenty na doskonalenie zdobytych umiejętności na stoku.
Niestety po śniegu nie zostało już praktycznie ani śladu, a więc o jeździe na nartach mogę zapomnieć. Nic tylko czekać na prawdziwą wiosnę :)
Poniżej kilka zdjęć okolicy, w której mieszkamy, za czasów, kiedy mieliśmy jeszcze trochę białego puchu.
W przygotowaniu post o naszym krótkim weekendzie w Strasborgu, a więc szykuje się sporo zdjęć z tego przepięknego miasta.
Miłego wieczoru!
Niebieskie źródło
Reklamy

Na zachód od Pontarlier, czyli zwiedzania pięknego regionu Franche Comte ciąg dalszy

     W niedzielne poranki zazwyczaj trudno nam z mężem wysiedzieć w domu. Korzystając z tego, że początek września przywitał nas piękną, letnią, a momentami wręcz upalną pogodą, postanowiliśmy szybko zerknąć na mapę i obrać kolejny kierunek naszych jednodniowych wypadów. Tym razem padło na zachodnią część naszego departamentu Doubs, ale zahaczyliśmy również i o sąsiednią Jurę.
Myślałam ostatnio o różnicach jeżeli chodzi o mieszkanie w wielkim mieście i na prowincji, i zarówno plusów jak i minusów każdej opcji jest wiele. Fakt, iż mieszkamy w małym mieście sprawia, że na pewno żyje się tu wolniej, spokojniej i mniej stresująco. O dziwo jednak na ulicach zawsze jest mnóstwo ludzi, nieliczne kawiarenki tętnią życiem, a uliczne korki również należą do codzienności. Wielkim plusem mieszkania w Pontarlier jest bliskie obcowanie na co dzień z naturą, piękną, różnorodną przyrodą, spokojem i ciszą. Wystarczy wybrać się już kilka kilometrów za miasto aby móc oddychać pełną piersią czystym, górskim powietrzem, obserwować góry, pagórki, lasy, jeziora i strumienie. Cisza, spokój, błogostan i relaks :) Żeby nie było jednak za „kolorowo”, to muszę przyznać, że tęskno mi trochę do dużego miasta, gdzie przechadzając się ulicami czułam się kompletnie anonimowa, miałam wielki wybór miejsc, gdzie mogłam wypić kawę, czy spotkać się ze znajomymi. W Pontarlier niewiele się dzieje, mimo, że co chwila organizowane są tu jakieś festiwale, festyny czy inne miejskie święta, czuje się tą „prowincjonalność”, choć nie mogę powiedzieć, że jest już aż tak tragicznie ;) Wszystko ma swój urok i generalnie staram się korzystać z tego, że mieszkamy w tak pięknym regionie, choć wiem (i mnie to wcale nie smuci), że za jakiś czas będziemy się przeprowadzać do innego miasta. Kiedy to będzie, nie mam pojęcia. Wiem natomiast jedno: czeka nas jeszcze niejedna przeprowadzka i Pontarlier nie jest naszym docelowym miejscem na ziemi. Na razie cieszę się tym co mam i gdzie jestem, a czas pokaże gdzie nas los rzuci za kilka lat :)
No, ale to tak na marginesie zupełnie z tymi moimi przemyśleniami. Zapraszam Was natomiast do obejrzenia zdjęć z małych miasteczek, oddalonych o kilkadziesiąt kilometrów od naszego Pontarlier. W minioną niedzielę zawitaliśmy do Ornans, Salins-les-Bains i Quingey. Moim faworytem jest ta pierwsza mieścina: mimo, że niewielka, ale pełna uroku, ciepła i jakiegoś takiego artystycznego ducha, który unosi się w powietrzu. Salins les Bains, to również śliczne miasteczko sanatoryjno-wypoczynkowe (coś jak polski Ciechocinek czy Nałęczów). Najmniejsze wrażenie zrobiło natomiast na nas Quingey – centrum tego miasteczka to jedynie mały plac, a więc nie było za bardzo czego tam fotografować.
Miłego oglądania i słonecznego weekendu!
W drodze do Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans
Ornans, piękny, ogromny dom, który ktoś niedawno kupił
Ornans
Ornans
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, ratusz
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, w takim domu marzy mi się mieszkanie w przyszłości ;)
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, zamek na wzgórzu (niestety należy do prywatnego właściciela i nie można go zwiedzać)
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains
Salins-les-Bains, widok na miasto ze wzgórza i okolic zamku
Salins-les-Bains, widok ze wzgórza i okolic zamku

Le Grand Taureau i lipcowy zachód słońca nad Pontarlier

    Jeszcze przed wyjazdem do Polski wybraliśmy się na niedzielny spacer po górach. Upał dawał się wtedy niemiłosiernie we znaki, ale nie zważając na trudy pogodowe postanowiliśmy „wspiąć” się na Le Grand Taureau, czyli jedną z pobliskich gór (1323 m n.p.m.). Jako, że samo Pontarlier leży już dość wysoko, o czym wspominałam już chyba kilka razy (ponad 800 m n.p.m.) do szczytu Le Grand Taureau nie mieliśmy aż tak „daleko” ;) Poniżej kilka zdjęć z naszego spaceru.
Innym lipcowym wieczorem postanowiliśmy uwiecznić zachód słońca nad Pontarlier. Wjeżdżając samochodem na wysokość ponad 1000 m. n.p.m. mogliśmy podziwiać panoramę naszego miasta i pstryknąć kilka fotek, czego efekty można zobaczyć poniżej.
W najbliższą niedzielę może znowu uda nam się gdzieś wyruszyć, aby zwiedzić kolejne malownicze zakamarki naszej okolicy. Mówiąc szczerze w naszym departamencie, jak i w sąsiednich jest tyle do zobaczenia, że nie wiem od czego zacząć. No i oczywiście Szwajcaria, od której dzieli nas raptem 14 km! Jak tylko pogoda pozwoli, ruszamy na kolejne jednodniowe wypady, z których zdjęcia niewątpliwie znajdą się na blogu.
W drodze na Le Grand Taureau
Już na szczycie Le Grand Taureau
Widok z góry
A w oddali Pontarlier
Zachód słońca nad Pontarlier

Powrót do domu, czyli witamy w Pontarlier!

   Uff, jestem! Trochę mnie nie było, ale uwierzcie, że działo się wiele, bardzo wiele, a teraz pora wrócić do rzeczywistości i skupić się na bardziej przyziemnych „przyjemnościach” niż błogi czas w rodzinnym domu.
Miesiąc spędzony w Polsce obfitował w liczne spotkania, wyjścia, spacery, mniejsze i większe wycieczki, a przede wszystkim w dużo radości. Mówią, że „wszędzie dobrze tam, gdzie nas nie ma”, a ja mogę tylko potwierdzić, że dom rodziców, kochaną Warszawę i moje miasto rodzinne, czyli Białystok odbierałam zupełnie inaczej niż wtedy, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce. Udało mi się zrobić sporo zdjęć, którymi chciałabym się z Wami oczywiście podzielić. Generalnie blog ma być o Francji, języku francuskim i wszystkim co z tym pięknym krajem związane, ale mam nadzieję, że fotki z pobytu w Polsce przypadną Wam do gustu :)
Wszystkim tym, którzy uważają, że nie lubią Warszawy, a na przykład nigdy w niej jeszcze nie byli, polecam gorąco wybrać się choćby na weekend do naszej pięknej stolicy. Miasto rozwija się w ogromnym tempie, nowe budynki rosną jak grzyby po deszczu,  fasady starych kamienic, z których nieliczne pamiętają czasy przedwojenne co chwila są odnawiane, a parki i skwery tętnią życiem. Na każdym kroku słychać wiele języków świata: od angielskiego, przez niemiecki, francuski, hiszpański, po japoński, rosyjski i wiele, wiele innych. Turystów zagranicznych w Warszawie nie brakuje, a rzec bym mogła, iż podczas naszego krótkiego pobytu poczułam ich wręcz ogromny napływ. Nie mieszkam w stolicy od niespełna dwóch lat, ale ten krótki czas pokazał mi jak moje ukochane miasto się zmienia, a co raduje moje serce – jego rozwój podąża w naprawdę świetnym kierunku. Warszawo, jesteś piękna!
Na zdjęciach możecie również zobaczyć kilka ujęć z Białegostoku, mojego rodzinnego miasta. Stolica Podlasia podobnie jak Warszawa, w ostatnich latach przeżywa wielki rozkwit i rozwija się w jak najlepszym kierunku. Białystok to miasto dość specyficzne (nie ma tam typowej jak dla innych polskich miast starówki), ale ma swój nieodparty urok i wdzięk. Moi teściowie, którzy odwiedzili kilka tygodni temu Polskę i właśnie między innymi Białystok byli zachwyceni szerokimi, nowymi ulicami, zadbanym centrum z niezliczonymi knajpkami, Pałacem Branickich i ogromem zieleni, którą można dostrzec na każdym kroku przechadzając się po śródmieściu stolicy Podlasia. Co tu dużo mówić: jeżeli kiedykolwiek będziecie mieli ochotę odwiedzić Białystok, to polecam gorąco! Okolice miasta są również bardzo malownicze, spokojne, ciche i „dzikie”. Moja francuska rodzina na przykład była zachwycona starymi, drewnianymi cerkwiami w okolicy Hajnówki i Białowieży. Wielu Polaków nie docenia uroku i piękna Podlasia, dlatego też czuję się podwójnie dumna z tego, że moi teściowie pokochali moje rodzinne strony i byli pod ogromnym wrażeniem wszystkiego, co było im tu dane zobaczyć.
Zapraszam więc do obejrzenia zdjęć z Warszawy, Białegostoku i okolic, a kolejny post już niebawem…
Bazylika Archikatedralna Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny w Białymstoku
Brama wjazdowa do Pałacu Branickich (Białystok)
Dziedziniec Pałacu Branickich w Białymstoku (obecnie siedziba Akademii Medycznej)
Pałac Branickich (Białystok)
Widok na Pałac Branickich z perspektywy ogrodu
Ogrody Pałacu Branickich w Białymstoku
ul. Rynek Kościuszki, centrum Białegostoku
Warszawa, widok na Pragę
Warszawa, widok na Stadion Narodowy i Most Świętokrzyski
Ogród Biblioteki Uniwersytetu Warszawskiego (Powiśle)
Stare Miasto
Zamek Królewski w Warszawie i tłumy turystów i spacerowiczów
Plac Zamkowy
Widok na Pragę ze Stadionem Narodowym i Mostem Świętokrzyskim w tle
Okolice Placu Zamkowego
PKiN w odcieniach tęczy
Aleje Ujazdowskie, w drodze do Łazienek
Park Łazienki
Łazienki
Łazienki
Widok z 13. piętra na północno-zachodnią część Warszawy
Widok z 13. piętra na północno-wschodnią część stolicy
Pałac na wodzie w Łazienkach
Granica muru Getta Warszawskiego
Kawałek muru Getta Warszawskiego
Dodaj napis
Mapa Getta Warszawskiego
Warszawski „Manhattan”
Plac Grzybowski
Przedwojenna kamienica, ul. Zielna/ Próżna
Widoczne ślady po kulach na murze kamienicy, ul. Zielna/ Próżna
Odrestaurowana, przedwojenna kamienica, ul. Zielna/ Próżna
Wnętrze jednej z przedwojennych kamienic
Plac Grzybowski
Plac Grzybowski
Kontrast dwóch przedwojennych kamienic
Kościół Wszystkich Świętych na Placu Grzybowskim
ul. Krakowskie Przedmieście
ul. Krakowskie Przedmieście
Hotel Bristol
Wnętrze budynku Biblioteki UW
Biblioteka UW
Ogród Biblioteki UW
Ogród Biblioteki UW
Panorama Warszawy z perspektywy ogrodów BUW-u

Co nowego w Pontarlier?

    Ostatnio nic ciekawego się nie dzieje, a trzy weekendy z rzędu spędziliśmy na wyjazdach lub przyjmowaniu gości. Nie mieliśmy więc czasu jeździć po okolicy, zwiedzać i robić zdjęć, choć może uda nam się gdzieś wybrać w najbliższy weekend :) Post o produktach regionalnych oczywiście będzie – zbieram informacje i chcę porobić zdjęcia by pokazać Wam w całej okazałości co i jak. Premiera więc wkrótce!
Pod koniec lipca lecę na miesiąc do Polski gdzie czeka mnie sporo wrażeń, spotkań i innych atrakcji więc może być dość trudno na spokojnie usiąść do komputera… Wiem, wiem: pewnie brzmi to jak wymówka, ale uwierzcie mi, że będąc w ojczyźnie ostatnią rzeczą, o której myślę i „marzę” jest siedzenie przed laptopem ;) W przyszłym tygodniu jednak wybieram się na dwa dni chodzenia po górach więc na pewno będą nowe zdjęcia i relacja z pieszych wędrówek.
No i najważniejsze: w końcu przyszło lato! Cieszę się jak dziecko ponieważ cierpiałam na deficyt słońca i wysokich temperatur!
Miłego wieczoru!

Popołudnie w Pontarlier

    Korzystając z przepięknej pogody, którą mieliśmy w zeszłym tygodniu postanowiłam uwiecznić na zdjęciach nasze nowe miasto, Pontarlier. Dziś za oknem pada i mamy tylko 8C więc z przyjemnością i rozmarzeniem cofam się w czasie, kiedy to świeciło słońce, a termometry wskazywały ponad 30C :)
Jak już wspominałam w jednym z poprzednich postów, Pontarlier jest położone na wysokości 837 metrów nad poziomem morza, a więc mieszkamy dość „wysoko”. Nasze miasto jest drugim po Briancon najwyżej położonym we Francji (Briancon leży w Alpach na wysokości 1320 metrów nad poziomem morza i jest najwyżej położonym miastem w całej Europie podobno). Powracając jednak do Pontarlier, to jest to francuska stolica absyntu (święto tego trunku czeka nas 20 lipca), którego sprzedaż i produkcję wznowiono we Francji w 2001 roku. Region Franche Comte słynie również z niezliczonej ilości serów wyrabianych z mleka wyselekcjonowanych rasowych krów oraz saucisse de Morteau, czyli wędzonej kiełbasy z miejscowości Morteau (około 30 km na północny-wschód od Pontarlier). Generalnie przemieszczając się drogami lokalnymi możemy oglądać w regionie Franche Comte rozległe, ciągnące się w nieskończoność łąki z brązowo-białymi krowami i gęste lasy iglaste. No i oczywiście góry, wzgórza, stare zamki, wielkie, drewniane domy z pięknymi okiennicami, kręte rzeki i przydrożne skały. Krajobraz jest naprawdę piękny, dziewiczy, a w niektórych miejscach nawet trochę dziki, co tylko dodaje mu uroku i aury tajemniczości.
Pontarlier nie jest żadną metropolią gdyż mieszka tu około 19 tysięcy mieszkańców. Jak w każdym jednak francuskim mieście (nawet najmniejszym) można tu znaleźć wszystko co do życia potrzebne: sklepy, butiki z ubraniami, perfumerie, apteki, piekarnie, restauracje i sklepy z regionalnymi serami oraz innymi wyrobami. Oprócz tego w Pontarlier znajduje się muzeum, kilka małych galerii sztuki i szkół muzycznych oraz teatr. Generalnie do nonszalancji Paryża czy wielkomiejskości Lyonu naszemu Pontarlier brakuje lat świetlnych, ale nie mam zamiaru narzekać gdyż piękno otaczającej miasto przyrody, góry, widoki i krajobrazy biją stolicę Francji na głowę ;)
Niedługo pojawi się na blogu post o produktach regionalnych z Francge Comte, a póki co zapraszam do obejrzenia zdjęć Pontarlier. Miłego popołudnia!
Źródło mapy: Google Maps
Brama Św. Piotra
Pontarlier, centrum
Brama Św. Piotra, centrum miasta
Centrum miasta, główna ulica Rue de la Republique
Merostwo/ ratusz w Pontarlier
Muzeum w Pontarlier
Merostwo/ ratusz w Pontarlier
Rue de la Republique, Pontarlier
Plac przed merostwem (muzeum w tle obok)
Kamienice na Rue de la Republique
Kościół Saint-Benigne w Pontarlier
Rue de la Republique
Rue de la Republique
Sztuka w przestrzeni publicznej przed muzeum w Pontarlier
Rue de la Republique
Sklep, który chyba będzie jednym z moich ulubionych ;)
Kamienice w Pontarlier
Teatr w Pontarlier
Centrum Pontarlier